Całka po wszystkich błędach w paralotniarstwie – 3 — Co ludzie powiedzą

Ten odcinek jest kontynuacją poprzedniego. W części 2 skupiłem się na odczuciach pilota związanych wyłącznie z samym lotem. Na początku postawiłem pytanie „Dlaczego paralotniarz lata?”. Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie jednak nie zostało podana. Z perspektywy tych kilku tygodni od publikacji poprzedniego tekstu można prędzej powiedzieć, że opisałem dlaczego paralotniarz może przestać latać 😉

Kolejnym aspektem jest oddziaływania paralotniarstwa jako sportu i paralotniarza jako człowieka z resztą społeczeństwa. Często postrzeganie w jedną i drugą stronę różni się diametralnie ku niekiedy wielkiemu zdziwieniu, przeważnie strony paralotniowej. Ma to związek między innymi z różnymi pobudkami, którymi kierują się ludzie wchodzący w ten sport, jak również z różnymi (często błędnymi) wyobrażeniami jak to paralotniarstwo tak naprawdę wygląda.

Kadr z brytyjskiego serialu "Co Ludzie Powiedzą" (tytuł oryg: "Keeping up Apperances"
Kadr z brytyjskiego serialu „Co Ludzie Powiedzą” (tytuł oryg: „Keeping up Apperances”)

Zanim jednak przejdziemy do konkretów popatrzmy na sport w ogóle. Idea kultury fizycznej, uprawiania sportu i rywalizacji jest tak stara jak nasza cywilizacja. Warto przypomnieć (choć jest to chyba oczywiste), że już w starożytnej Grecji przykładano bardzo dużą uwagę nie tylko do edukacji i nauki, ale również właśnie do sportu. Zresztą sama idea igrzysk olimpijskich pochodzi właśnie ze starożytnej Grecji, a występująca w nazwie Olimpia to miejscowość na półwyspie Peloponeskim.

Sport jest więc obecny tak samo długo jak nauka, muzyka i sztuka. Dlaczego ludzie uprawiają sport? Dlaczego jedni są aktywni fizycznie a drudzy wręcz przeciwnie? Raczej ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście prozaiczną odpowiedzią jest potrzeba utrzymania się w dobrym zdrowiu jak najdłużej, aczkolwiek osobiście uważam, że nie jest to nawet jedna z ważniejszych przyczyn. Sport jest zbieżny w wielu elementach ze sztuką, czy muzyką. Dla artysty jego twórczość to nie jest jedynie metoda zarobkowania. Jest to sposób na odnajdywanie swojej roli w społeczeństwie, metoda spełniania i wyrażania samego siebie czy też chęć pozyskania uznania swojej osoby w oczach innych. Wykonywanie muzyki jest dość trudną dziedziną, wymagającą wiele pracy i poświęcenia samego siebie. Gdy więc Roman Kostrzewski śpiewał

Okręt mój płynie dalej, gdzieś tam… 
Serce choć popękane, chce bić…
Nie ma Cię i nie było… jest noc… 
Nie ma mnie i nie było… jest dzień…

Nie robił tego od tak dla rozrywki. Oczywiście muzykowanie jest jego zawodem ale jednocześnie za jego twórczością stoi coś znacznie więcej. Twórczość KATa, przekazuje emocje, skłania słuchacza do podobnej refleksji. W odróżnieniu  od Disco-Polo, które są dość niskich lotów rozrywką dla mas, tekst taki jak: „Ogień wolno gasł, wiatr w kominie mielił dym. Czarodziejski dom mówi do mnie. Za oknami chłód starodawnych duchów nocy” (tyt: „Legenda Wyśniona” z albumu Ballady) ma wzbudzić w  słuchaczu coś więcej niż typowe „łupu cupu, majteczki w kropeczki i tak dalej…”

Powracając do sportu ale jeszcze nie paralotniarstwa. Jest wiele dziedzin i dyscyplin sportu. Mamy przeróżnego typu sporty zimowe, letnie oraz lotnicze, o zróżnicowanym poziomie ryzyka zrobienia sobie kuku i zróżnicowanym poziomie emocji. Jedne są zdecydowanie bardziej siłowe, inne wymagają dużej wytrzymałości, trzecie zaś są wybitnie techniczne. Biegacz spełnia się pokonując coraz większe dystanse w coraz krótszym czasie. Nakręca go burza hormonów wytwarzanych przez organizm pod bardzo dużym obciążeniem. Narciarza nakręca prędkość jazdy i niechybnie wysokogórskie pejzaże w wykonaniu zimowym.

Jedna z dwóch wersji okładki albumu "Ballady" grupy KAT. Tej drugiej ze skąpo ubraną panią nie wrzucę :)
Jedna z dwóch wersji okładki albumu „Ballady” grupy KAT. Tej drugiej ze skąpo ubraną panią nie wrzucę 🙂

Czym spełnia się więc paralotniarz? To zależy od tego, dlaczego w ogóle zaczął latać

  1. Są ludzie, którzy trafili do tego sportu całkowicie przez przypadek. Zobaczyli lecącą paralotnie, lub film na YT i pod wpływem tej sytuacji postanowili zapisać się na kurs.
  2. Są ludzie, którzy o lataniu marzyli od zawsze. Często czekali wiele, wiele lat na to aż to marzenie miało szansę się zrealizować przez pojawienie się możliwości czasowych, organizacyjnych czy najczęściej finansowych.
  3. Są adrenalinowcy, którzy do paralotniarstwa przyszli z innych (często nie lotniczych) sportów w poszukiwaniu coraz to silniejszych emocji i/lub ambitniejszych celów do realizacji.
  4. Są też tacy, których głównym motorem napędowym jest chęć poklasku wśród innych na zasadzie „patrzcie jaki jestem zajebisty”. Wybrali paralotniarstwo, jako najbardziej popularny i najtańszy sport lotniczy.

Widać, że pobudki ku lataniu są przeróżne. Paralotniarstwo to w dalszym ciągu sport bardzo niszowy (ok 7000 ludzi w PL) ale zyskujący na coraz to większej popularności. Osobiście wydaje mi się, że aktualnie większość osób (w tym ja) to ludzie trafiający tu z przypadku. Czasy ikarów, marzycieli i wizjonerów którym latanie śniło się od dziecka po nocach już minęły. Teraz przyszła wszędobylska komercja i klepanie absolwentów kursów paralotniowych na sztuki.

Nie jest też niczym częstym ani dziwnym, że większość absolwentów kursów i szkółek paralotniowych albo w ogóle nie zaczyna tak naprawdę latać albo dość szybko kończy karierę. Część osób od początku traktuję kurs paralotniowy jako jednorazową wakacyjną przygodę. Niektórzy bardzo by chcieli ale gdy orientują się jak bardzo czasochłonny jest to sport stwierdzają, że po prostu nie mają na to czasu i odstawiają to w kąt na czasy „jak odchowam dzieci i będę miał więcej czasu dla siebie” (które zresztą nigdy nie następują).

Przechodząc do meritum tematu. Co więc skłania ludzi do kontynuowania tego sportu „po kursie” i ciągłego rozwijania swojej kariery? Ustaliliśmy już, że ponieważ paralotnie nie są sportem kondycyjnym czy jakkolwiek fizycznym, to nie można tu mówić o dbaniu o zdrowie. Nie jest to też sport wyczynowy w rozumieniu pełnego zawodowstwa, które umożliwiało by utrzymanie się z niego lub nawet zarobienie jakichkolwiek pieniędzy.

 

RELACJA PARALOTNIARZA Z OTOCZENIEM: POSZUKIWANIE UZNANIA

Każdy człowiek, oczywiście również paralotniarze poszukują uznania samego siebie. Bez względu na retorykę nakazującą bycie skromnym i cichym każdy z nas chcę być przez kogoś doceniony. Jest to normalne i w pełni poprane zachowanie ludzkiej psychiki. Nawet jeżeli oficjalnie paralotniarz zarzeka się, że robi to tylko i wyłącznie dla siebie i nie interesuję go co o tym myślą inni, to jest to po prostu nieprawda. Gro osób wrzuca loty na xcportal albo inną tego typu platformę. Każdy z nas cieszy się gdy ktoś napiszę pod lotem jakiś komentarz, gdy ktoś „zlajkuje” fotki z latania na fejsie albo na spotkaniu towarzyskim zapyta się o coś albo wyrazi zaciekawienie lataniem. Człowiek jest istotą stadną, przeznaczoną do funkcjonowania w grupie i każdy chcę w tej grupie uznania. Jak napisałem jest to w pełni normalne ale do pewnego stopnia. Jest taki skalkowany dowcip „Jak poznać paralotniarza na imprezie? Nie musisz, sam ci powie”. To jest właśnie ten punkt czwarty na liście. Ludzie, którzy robią to już w zasadzie nie dla sportu ale na poklask. Dziesiątki selfie na mediach społecznościowych. W zasadzie to już ciężko powiedzieć gdzie taki osobnik lata, bo jego wizerunek zajmuje prawie cały kadr zasłaniając otoczenie w którym się przemieszcza. Wydaje mu się, że robi coś absolutnie wyjątkowego o czym musi czym prędzej powiadomić cały świat. Taki przykład jest negatywnym uosobieniem tytułu „Co ludzie powiedzą”. 

https://imgflip.com/i/n9ujt

Jaka jest zaś prawda o wyjątkowości paralotniarzy oraz paralotniarstwa? Żadna. Jest to sport jak każdy inny i nie ma w nim nic bardzo szczególnego. Obowiązują tu ta sama zasada, co w przypadku bardzo wielu innych: „Chcesz robić wyniki, to trenuj”. Coś, co ludzie nazywają talentem pozwala dostać się do 1% najlepszych, resztę osiąga się tylko i wyłącznie ciężką pracą i niczym innym. Jeżeli nie celujesz w poziom pucharu świata (a pewnie tak jest), to nie jesteś w tym 1%. Nie szukaj więc wymówek tam gdzie ich nie ma, pamiętaj tez że ten 1% również ciężko pracuje na swój sukces. 

Kiedyś, kiedy bardzo wiele dziedzin (niekonieczne sportowych, można tu wziąć na przykład dostęp do wyższej edukacji) pozostawało zamkniętymi dla szerokich mas ludzie patrzyli niejako trochę z zazdrością. Gdy szedłem na studia byłem przepełniony „etosem polskiego inżyniera”. Przeświadczeniem, że inżynier to jest ktoś. Potem zrozumiałem, że gdy dostęp do uczelni technicznych jest powszechny, to posiadanie tytułu magistra inżyniera elektroniki i telekomunikacji nie jest w zasadzie żadnym wyczynem i nie jest jakoś niesamowite. Tak samo z paralotniarstwem, naprawdę to nie jest jakiś wielki i skomplikowany wyczyn, co zapewne zrozumiesz gdy trochę polatasz 🙂

Tak samo jest z paralotniarstwem. Obecnie każdy może zacząć latać, nie wszyscy jednak będą na tyle zdeterminowani aby to latanie kontynuować.

RELACJA PARALOTNIARZA Z OTOCZENIEM: PRZYNALEŻNOŚĆ DO GRUPY

Jednym z motywatorów do uprawiania paralotniarstwa jest przynależność do pewnej subkultury paralotniowej. Subkultury rzekłbym dość mocno oryginalnej, kierującej się w myśl hasła „Anarchy in FIR EPWW”. Jak by na to nie popatrzeć latanie na paralotni wymaga pewnej odwagi i tak samo jak bokserzy raczej zdecydowanie nie pochodzą z „dobrych domów z tradycjami”, tak i paralotniarze nie są grzecznymi chłopcami 😉 Oczywiście nie jest to zorganizowana grupa przestępcza i pomimo, że trafiają się skrajne przypadki odszczepieńców to generalnie jest OK 🙂

Tak czy inaczej paralotniarstwo bardzo integruje. W zasadzie latanie glajtem daje bardzo szerokie możliwości zawiązywania nowych znajomości, często ponad utartymi podziałami społecznymi. Pomimo dużych kosztów w tej społeczności można znaleźć w zasadzie cały przekrój społeczeństwa. Od prostych robotników budowlanych, przez małych przedsiębiorców, inżynierów i kadrę naukową a kończąc na lekarzach, prawnikach i ludziach z niewyobrażalnie wręcz ogromnymi pieniędzmi.

W normalnych okolicznościach społeczne konwenanse nie pozwalały by nawet myśleć o tym aby grubiorz z przodka wspólnie imprezował z prawnikami czy prezenterami telewizyjnymi.  Dzięki przynależności do subkultury paralotniarzy jest to jednak możliwe.

RELACJA OTOCZENIA Z PARALOTNIARZEM: RODZINA

Jak wiadomo rodziny człowiek nie może sobie wybrać, tak samo jak warunków na latanie. Warun jest wtedy kiedy jest warun, a nie kiedy szanowna małżonka wyda zezwolenie na oddalenie się w celu wykonywania czynności lotniczych.

Paralotniarstwo może więc oznaczać walkę z rodziną i konieczność dokonywania bolesnych wyborów. Często pomimo dobrych warunków trzeba pozostać „dla świętego spokoju” w domu aby nie wysłuchiwać litanii żalu i pretensji. Młodzi adepci latania często nie rozumieją a przeważnie po prostu nie zdają sobie sprawy z tego jak bardzo angażujące i wymagające czasowo jest to zajęcie. Po odebraniu z ULC upragnionego Świadectwa Kwalifikacji, wyposażeniu się w cały sprzęt za często nawet kilkanaście tysięcy PLN zaczynają się problemy.

Rodzinie coraz mniej zaczynają podobać się całodziennie i całoweekendowe wyjazdy za lataniem. Małżonka myślała, że pojedzie dwa, trzy razy do roku i wystarczy. Praktyka pokazała jednak, że im więcej lata tym bardziej chce mu się latać. Wpadł w samonapędzającą się spiralę i co najgorsze (dla niej) zaczyna realizować kolejne etapy wtajemniczenia takie jak żagiel, termika, latanie pod chmurami itp. Chciałby coraz więcej ale opór żony jest również coraz większy. I to wszystko przy wesołym założeniu, że nie ma dzieci.

źródło: sayingimages.com
źródło: sayingimages.com

Jak to się kończy? Czasami dochodzi się do momentu w którym jedna bądź druga strona (choć najczęściej pyralotniarz) stwierdza, że to już przestało być małżeństwem opartym na jakimś uczuciu a zaczęło być walką i ciągłymi negocjacjami….. Rozwód? Ależ oczywiście. Zdarzało się i tak, że żona kazała wybierać: albo ona albo latanie. Takiej okazji nie można było przegapić. 

RELACJA PARALOTNIARZA Z SAMYM SOBĄ: SZUKANIE WYZWAŃ

Tu napiszę sam o sobie. W sezonie zimowym 2018/2019 postanowiłem na poważnie wziąć się za narty. Leżące w kącie pokoju Völkl Code 7.4 tak na mnie patrzyły i tylko zachęcały do tego żeby wziąć się poważnie za ich używanie 🙂 Do Szczyrku tylko 20km, tony śniegu na ponad 50km tamtejszych tras nic tylko jeździć!

Krówką Mooovka. Znak firmowy szkoły Kolegi Przemysława. Mam nadzieję, że nie pogniewa się że podkradłem na bloga ;)
Krówką Mooovka. Znak firmowy szkoły Kolegi Przemysława. Mam nadzieję, że nie pogniewa się że podkradłem na bloga 😉

Pojawił się jednak mały problem. Nie bardzo te narty ogarniałem. Na przestrzeni 3 lat jeździć uczyły mnie 4 różne osoby i cały czas miałem wrażenie, że wszystkie robiły to zdecydowanie źle. Sam widziałem, że jeżdżę bardzo słabo. Krzyżowały mi się narty, bardzo długo próbowałem skręcać na wewnętrznej narcie przez analogię do glajtów, robiłem dziwne ruchy ciałem próbując wymusić skręt itp. itd. Zawsze patrzyłem nieco z zazdrością na ludzi, którzy jeździli 5 razy szybkiej ode mnie ładnie przechodząc od łuku w lewo do łuku w prawo. Powiedziałem sobie jednak, że skoro oni potrafią to dlaczego ja nie dam rady?

Przestałem traktować sport jako jakąś wiedzę tajemną i krąg wtajemniczenia tylko dla wybranych. Odrzuciłem też w niepamięć traumatyczne wspomnienia z liceum gdzie wuefista, mgr G. czynił sobie ze mnie publiczne pośmiewisko, przy im większym towarzystwie tym dla niego lepiej (no bo i ubaw większy). Potraktowałem to jako wyzwanie i postawiłem sobie za cel to i tamto. Czy się udało? A to trzeba by pytać mojego instr. Przemka Czerwińskiego, ale zdecydowanie tak 😉

W samych tylko nartach zacząłem rozglądać się za coraz ambitniejszymi wyzwaniami. Kiedy w końcu zacząłem jako-tako jeździć technicznie i kilka razy pozwoliłem sobie na jazdę z prędkością ~60km/h poczułem jak dalece satysfakcjonujące jest to doświadczenie 🙂

W podobny sposób traktuje latanie. Generalnie szukanie wyzwań jest sprawą dość personalną, tj. prywatną. Ludzie nie szukają wyzwań dla poklasku a dla realizacji własnych wewnętrznych potrzeb, dążenia do samodoskonalenia, przekraczania kolejnych barier itp. Potrzeby te trochę łączą się z tym o czym pisałem w punkcie pierwszym o Szukania Uznania. Ja jeżdżę na nartach, latam i robię kilka innych rzeczy nie po to aby pisać o tym na FB i wrzucać tysiące zdjęć ale dla satysfakcji z robienia tych, czy tamtych rzeczy. Dla mnie narty nie są tylko modną rozrywką ale zbiorem konkretnych celów sportowych, które chcę osiągnąć.A latanie? No cóż. Jednym z celów było sprawdzenie czego na pewno nie osiągnę i jest dużo rzeczy leżących poza moim zasięgiem. Czy szkoda? Niekoniecznie, latam 30 godzin rocznie i osiągnąłem stan w którym nie jest to dla mnie większym problemem.

Osiągnąłem wszystko co jest możliwe przy takim zaangażowaniu a na większy angaż narazie nie mam ani chęci ani pieniędzy.

RELACJA PARALOTNIARZA Z OTOCZENIEM: PRACA, ZNAJOMI i OBCY LUDZIE

Na koniec tego przydługawego tekstu łyżka dziegciu. Często paralotniarzom wydaje się, że wykonywana przez nich działalność jest w jakikolwiek sposób niezwykła. Jak wspomniałem wyżej niektórzy (oczywiście nie wszyscy) robią to głównie na poklask i oczekują ochów i achów płynących z lewa i prawa. Jak to wygląda naprawdę?

https://www.reddit.com/r/gatekeeping/comments/92ucdt/sorry_people_you_need_two_balls_to_paraglide/
https://www.reddit.com/r/gatekeeping/comments/92ucdt/sorry_people_you_need_two_balls_to_paraglide/

To zależy, ale bynajmniej to nie jest tak, że każdy napotkany na ulicy będzie się faktem wykonywania czynności lotniczych zachwycał. Jak to wyglądało w moim przypadku? Kilka osób, bliższych bądź dalszych znajomych wprost twierdziło że się zabiję, a już na pewno połamie się. Od jednej osoby dowiedziałem się wprost, że popełniam grzech ciężki (!!!) ponieważ narażam bezcenny dar Boski na szwank. Znajomi? Kiedyś na Bělskej frekvence 145.250MHz FM zostałem srogo objechany przez pewnego krótkofalowca za to, że nadwyrężam polską służbę zdrowia i powinienem za nią płacić ekstra. Rzekomo przeze mnie tenże biedaczyna musi czekać miesiącami do lekarza specjalisty a mnie z wypadku lotniczego wiozą bez kolejki w trybie pilnym. Rodzina? W zasadzie w całej mojej rodzinie była tylko jedna osoba, która mnie tak naprawdę doceniała. Moja zmarła na raka ciotka Urszula z Tarnowa. I choć niestety wiele naszych wspólnych planów nie udało się zrealizować, a gdy wracałem ze Smržovki koło Harrachova w Czechach dowiedziałem się tylko, że śmierć jest w zasadzie kwestią godzin, to Ona była osobą która na swój sposób mnie podziwiała za to co robię. Reszta rodziny? Pamiętam jedną sytuację z pobytu u pewnego mojego wuja, gdy tenże z pewnym delikatnym zawodem na twarzy powiedział, że „myślałem, że dużo więcej” gdy dowiedział się, że latam „tylko 20~30 godzin rocznie”. Być może było to za mało aby używać mnie do chwalenia się kogo to zajebistego ma się w rodzinie.

Praca? Różnie na to ludzie patrzą i różnie na to patrzy kierownik. Czasami już sam nie mam pewności czy twierdzenia, że „jestem niepewnym pracownikiem bo się połamie” są żartem czy też nie. Nie oczekiwał bym też, że w przypadku 100% innych firm paralotnie były by czymś ciekawym, co zwraca uwagę w CV. Zwracać zwraca ale niekoniecznie w dobry sposób. Bo fakt faktem, że niektórzy pracodawcy mogą widzieć w takim człowieku lekkoducha, który albo będzie co chwila wyskakiwał na latanie albo szybko się zwolni jak zobaczy lepszą ofertę. Generalnie człowieka, który żyje emocjami i chwilą. Dlatego też część rzeczy (również sportowych) trzymam w ścisłej tajemnicy do której dostęp mają wyłącznie ludzie dający rękojmie dochowania daleko posuniętej tajemnicy.

Inni ludzie? Może jestem zbyt nieufny wobec ludzi i mam złe podejście ale jak dla mnie w Polsce jest mnóstwo zawistnych i zazdrosnych osób, które będą zazdrościli latania na zasadzie „dlaczego ten suki****n lata a mnie na to nie stać!”. Niestety taka jest prawda, dlatego czasami po prostu lepiej się głośno nie chwalić, siedzieć cicho i po prostu latać dla swojej własnej, prywatnej i intymnej satysfakcji.

Dodaj komentarz