Całka po wszystkich błędach w paralotniarstwie – 1 – Bezpieczeństwo

Mój poprzedni wpis luźno zahaczał o moją błyskotliwą karierę pilota od momentu przeprowadzenia się do Bielska-Białej. Obiecałem tam, że pociągnę ten temat dalej i podzielę się tymi i owymi przemyśleniami z tych kilku lat w których siedzę w tym sporcie.

Jakiś czas temu, zamieszkały w Świętokrzyskiem Zbigniew Gotkiewicz napisał pewną pozycję książkową w temacie paralotniarstwa. Szczerze powiedziawszy nigdy nie miałem okazji na nic więcej niż pobieżne przekartkowanie tejże, ujął mnie jednak jej tytuł „Suma Wszystkich Błędów”. Tytuł idealnie pasujący do mnie 🙂

Ale dlaczego całka? Suma to dość proste działanie, ograniczone do dyskretnych operandów. Ściśle określonym zbiorze liczb, całkowitych bądź zmiennopozycyjnych które chcemy do siebie dodać. Ilość błędów (przynajmniej moje) w paralotniarstwie to jednak przebieg analogowy, zmienny w czasie. Raz tych błędów popełnia się mniej, raz więcej ale cały czas jest to funkcja ciągła 🙂 Aby to ładnie posumować trzeba by tu policzyć całkę oznaczoną, czyli pole powierzchni pomiędzy krzywą wykresu funkcji a osią czasu (osią OX).

No ok, serio to po prostu tytuł jest luźnym nawiązaniem do tego co napisał kiedyś ZG, choć tutaj chodzi o moje i tylko wyłącznie moje błędy…

UWAGA! Nie zaprzeczam, że ten i kolejne teksty mogą być uznane za kontrowersyjne. Będę starał się być do bólu bezpośredni w tym co myślę, będę też zaglądał do być może mrocznych zakamarków psychiki paralotniarza pisząc o rzeczach, o których nie każdy głośno mówi nawet jeżeli o nich myśli. Jeżeli takie rzeczy Cię rażą to nie czytaj.. Tym bardziej jak jesteś z Podkarpacia (a z Rzeszowa i okolic to już w szczególności), choć i tak pewnie będziesz pisał pierdoły na grupie. 

Zacznijmy więc z grubej rury, czyli Bezpieczeństwo. Każdy początkujący adept albo przynajmniej osoba zainteresowana lataniem co najmniej raz zadaje tego typu pytanie. Nawet jeżeli wprost tego nie robi, to na pewno o tym dużo myśli i nie ma nawet po co zaprzeczać, że jest inaczej.

Czy latanie na paralotni jest bezpieczne? Udzielmy więc jasnej i klarownej odpowiedzi: Nie, latanie na paralotni nie jest bezpieczne!

Oczywiście nie jest na pewno tak groźne i ryzykowne jak takie inne zajęcia jak: alpinizm, himalaizm, taternictwo, skoki spadochronowe, wyścigi motocyklowe, BASE itp itd. Być może rowerowy downhill również mógłby zostać dopisany do szanownego grona sportów zdecydowanie bardziej niebezpiecznych niż paralotnie. Na pewno mitem jest jednak powtarzany często slogan, że „prędzej ci się coś stanie w drodze na latanie niż na samym lataniu”

Tak oczywiście, zaraz demony mojej paralotniowej przeszłości powstaną z podkarpackiej czeluści z komentarzami: ‚specu znowu coś pierdoli”, „gówno się znasz”, „nie latasz” itp itd. Tak oczywiście, mój nalot określił bym jako nieduży. Tylko, że pomimo tego niedużego nalotu odprowadziłem jednego znajomego na cmentarz po tym gdy zginął przy mnie w wypadku lotniczym. Dwóch kolejnych pomagałem znosić do śmigłowca LPR. Kilku kolejnych uległo innym wypadkom w tym jeden w zasadzie uciekł śmierci. Wystarczy? Myślę, że tak i tutaj ile kto ma nalotu jest nieistotne.

To może teraz krótki przerywnik nieco o tym nalocie i moim doświadczeniu. Latać zacząłem w 2011, kulisy tegoż opisze w kolejnych częściach – tu jest nieco za mało miejsca na rozwodzenie się nad tym. Ile nalotu zrobiłem przez ten czas? Mało, w zasadzie nigdy nie wyszedłem ponad poziom zwykłego, niedzielnego latacza a i to nie zawsze. Przez pierwszy rok, dwa zlatywałem z miejsc, które na pierwszy rzut oka nie wyglądają jako okolica w której można by bezpiecznie wystartować. Najlepszy był dla mnie rok 2015 kiedy zrobiłem chyba ponad 20 godzin nalotu, może nawet 30. Dużo jeździliśmy w Beskid Wyspowy a dzięki wyjazdu do Macedonii gdzie loty (przeloty) miałem po ponad 3 godziny coś się udało nazbierać.

Wracając do tematu. Czasami wpadają mi na monitor różnego rodzaju filmy, felietony albo wywiady telewizyjne przeznaczone dla ludzi raczej nie związanych z paralotniarstwem, a które mają im ten sport przybliżyć. Albo temat bezpieczeństwa jest tam sprytnie omijany albo mówi się, że przy odpowiednim doborze sprzętu i warunków jest to bezpieczne. Jaka jest moim zdaniem prawda? Oczywiście jest w tym dużo racji bo wiadomo, że świeżak nie wsiada na wyczynowe skrzydło, mimo wszystko nie pozwala to jednak wyeliminować wszystkich problemów i zagrożeń z tego wynikających.

Nie ma się jednak co dziwić np instruktorom czy tandemiarzom za takie przedstawianie tego tematu. Oczywistym jest, że przecież nie będą na wizji straszyć i de facto odwodzić swoich potencjalnych klientów od zamiaru zrobienia kursu, czy odbyciu lotu tandemowego. Jeżeli czytasz to jako starter do paralotni, którą dopiero co się interesujesz to powinieneś wiedzieć jedno. Szkoły paralotniowe nie działają jak typowy Aeroklub czy ogólniej klub sportowy. To nie jest organizacja sportowa mająca w statucie krzewienie kultury fizycznej, promowanie zdrowego stylu życia, przeciwdziałanie patologii itp itd. To nie jest instytucja utrzymująca się ze składek członkowskich, darowizn, sponsoringu czy finansowania z urzędu miasta/gminy itp. Szkoła paralotniowa to podmiot prawa gospodarczego. Firma, która posiada jeden nadrzędny i główny cel. Zarabianie pieniędzy.

No tak oczywiście zaraz się na mnie rzuci pół pl.rec.paralotnie że bluźnię i przecież są porządni instruktorzy a czeskie el-speedo to „komercja z ludzką twarzą”. A czy ja gdzieś powiedziałem, że wszyscy są źli? Oczywiście, że nie. Patologii w branży para jest na kopy ale oczywiście zdarzają się chlubne przykłady. Tylko proszę mi wskazać chlubny przykład, którzy przeszkoli „za flaszkę” mojego młodszego brata albo kolegę….

Jeżeli zaś jesteś absolwentem lub uczniem jakiejś Szkoły Mistrzostwa Sportowego, studentem AWF czy człowiekiem poważnie myślącym o swojej zawodowej karierze sportowej to kolejna uwaga. Paralotniarstwo de facto nie jest sportem kwalifikowanym. Nie mamy swojego bezpośredniego związku sportowego (choć może to i lepiej), podlegamy de facto pod Aeroklub Polski który niejako a priori „wziął nas” pod swoją opiekę i ma wyłączny monopol na zlecanie imprez takich jak np. Mistrzostwa Polski. Nie ma jednak żadnych prawdziwych paralotniowych klubów sportowych. Nie ma organizacji (powtarzam organizacji a nie FIRM!!) w których mógłbyś szlifować swoje umiejętności pod okiem trenera.  Istniejące kluby sportowe to jedynie wirtualny byt konieczny do uzyskania licencji sportowej FAI. Takiego kawałka papieru za kilka stówek bez którego nie wpiszą Ciebie do tabelki….

Odchodząc od komercji i instruktorów i skupiając się wyłącznie na bezpieczeństwie. Dlaczego paralotnie są sportem ryzykownym i czym wyróżniają się na tle pozostałego lotnictwa?

Przede wszystkim należy zacząć od podstaw. Lotnictwo jako takie jest to sposób na przemieszczanie się w dość niezależnej od woli człowieka przestrzeni. Wszyscy przyzwyczaili się do tego, że lotnictwo komunikacyjne traktuje się jako najbardziej bezpieczną formę podróżowania i zdecydowana większość osób raczej nie odczuwa nadmiernego stresu przed wejściem na pokład samolotu. Nie każdy zdaje sobie jednak sprawę jakim kosztem to bezpieczeństwo zostało osiągnięte i ile różnych nadmiarowych systemów znajduje się na pokładzie samolotu pasażerskiego. Przede wszystkim jednak duża maszyna jest ze względu na swoją dużą masę i dużą prędkość po prostu dość odporna na wszelakie psikusy, które może płatać atmosfera.

A atmosfera może płakać niezliczone ilości psikusów. Przepływu powietrza nie widać w żaden sposób (no w 99% typowych przypadków). Nie widać gdzie powietrze opada a gdzie wznosi się do góry. Kierunek wiatru można poznać najwyżej po poruszających się źdźbłach trawy, gałęziach drzew itp itd.

Stojąc na starcie na tzw. „zająca” czyli w sytuacji w której jeszcze nikt inny nie wystartował nie da się jednoznacznie określić „jak jest w powietrzu”. Oczywiście na podstawie zaobserwowanego kierunku wiatru  i jego siły da się miej więcej ocenić ‚jak jest” i czy siła wiatru nie jest po prostu zbyt duża jak na prędkość postępową paralotni. Nie da się jednak dokładnie powiedzieć jak bardzo turbulentne będą noszenia, jak szybko będziesz wznosił się w termice itp itd.

Sama termika to gwóźdź paralotniarstwa i w ogóle latania swobodnego. To naprawdę bardzo satysfakcjonujące uczucie jak się udaje utrzymywać w noszeniu, widzi i czuje że idzie się w górę pod podstawę itd. Komin termiczny to potężne energia.Pomyśl ile kWh (kilowatogodzin) musi on ze sobą nieść jeżeli kilka ton powietrza wznosi się na kilkaset/kilka tysięcy metrów nad teren z prędkością kilku metrów na sekundę.Energia jednego komina jest ogromna i można by wręcz zastanawiać się jak to się dzieje, że takie rzeczy nas nie ubijają na miejscu 😉

Komin termiczny sam w sobie jest to przepływ turbulentny. Coś czym straszy się początkujących pilotów jest w zasadzie nieodzownym elementem latania. Każda termika „wali”. Jedna słabiej druga mocniej ale turbulencja jest nieodzownym elementem każdego prawdziwego lotu.

Bez względu na to czy mówimy tutaj o jednym kominie powietrza wznoszącego się od ziemi do chmury, czy też jedynie o mniejszym bąblu nie mówimy tutaj o czymś co przypomina dym z papierosa. Powietrze w kominie rotuje wokół własnej osi. Ponieważ komin nie może tworzyć pod sobą i dookoła siebie próżni, to w miejsce wznoszącego się powietrza zasysane jest chłodniejsza masa z otoczenia. Na granicach ciepłego wznoszącego się powietrza i zimnego znajdującego się dookoła komina tworzą się rotory i inne turbulencje związane z efektami brzegowymi pomiędzy tymi dwoma masami. 

http://www.drjack.info/INFO/DELMONTE/thermal.page.html
http://www.drjack.info/INFO/DELMONTE/thermal.page.html

Tego o czym teraz piszę w ogóle nie widać, jedyne co czasami można dostrzec w kominie i jego najbliższym otoczeniu to pyłki, kurz, piasek i inne drobne zanieczyszczenia które komin jest w stanie oderwać od ziemi.  Kręcąc się w kominie nie da się zobaczyć jego krawędzi i tego co się na nich dzieje. Nie da się powiedzieć, czy wylatując z niego zaliczy się jakąś atrakcję bądź nie. Prawdopodobieństwo wyskładania jest zależne od: siły komina (im szybciej do góry idzie tym bardziej trzeba się pilnować), jego szerokości, różnicy temperatur dzień/noc, porze roku (na wiosnę termika jest najmocniejsza) itp. Jeżeli jednak jest to prawdopodobieństwo, to jest to zjawisko losowe.

Mówi się, że mając bezpieczne skrzydło  niczym należy się przejmować. Ludzie wmawiają sobie, że latając na rekreacyjnych, treningowych glajtach z certyfikatem EN-A i EN-B są całkowicie bezpieczni…… Nie są….

Wyskładanie na dużej wysokości nie jest absolutnie żadnym problemem. Nie jest to oczywiście nic przyjemnego. Jest to dynamiczna i szybka akcja, której można się nieźle przestraszyć. Mając jednak skrzydło EN-A/EN-B i kilkaset metrów pod butem faktycznie wystarczy najczęściej zastosować „hande hoch” i automatyka profilu zrobi swoje. Problemy i to duże zaczynają się gdy wysokości nie ma.

Autor z klapą na 40% skrzydła, kilkanaście metrów nad ziemią. Uspakajam – nic złego mi się nie stało. Udało się wyprowadzić 🙂

Glajt EN-A i EN-B oczywiście wyjdzie z wszelakich atrakcji dużo szybciej i dużo spokojniej niż srogie EN-C nie mówiąc o D. Nie jest to jednak tak, że paralotnia będzie dalej leciała tak jak przedtem, z podwiniętą połówką albo głębokim frontem. Każda ale to każda atrakcja oznacza zawsze pewną (raczej dość gwałtowną) utratę wysokości, zmianę kursu i/lub ustawienia skrzydła względem horyzontu. Na niskiej wysokości liczy się czas. Atrakcja, którą widać na powyższym zdjęciu trwała u mnie jakieś 1600 do 1700 milisekund, moja reakcja zaczęła się po około 600~700 milisekund po momencie, który można by uznać za początek podwinięcia (fotografia to stopklatka z filmu). Ciężko powiedzieć co by się stało gdybym nie zrobił nic i pozwolił skrzydłu robić swoje. Reakcja nie była jakoś przesadnie szybka ani duża czy gwałtowna. Shamowałem „zdrową”, tj. prawą część skrzydła a potem skontrowałem całość w momencie gdy skrzydło zaczęło się rozpędzać i skakać do przodu. Mam jednak wewnętrzne przekonanie, że jeżeli zabetonował bym się w uprzęży i nie roił nic, to była by buba….

Podsumowując: Sporty lotnicze to osobna kategoria zabawy w aktywność fizyczną. Sporty lotnicze należało by zakwalifikować całkowicie osobno od tych zimowych i letnich. Podczas jazdy na nartach jedyne nad czym nie jesteś w stanie zapanować to to, czy inny narciarz nie staranuje cię jadąc z góry. Oczywiście trasa może być zamuldzona, źle przygotowana co zwiększa poziom trudności ale w dużej mierze to kwestia Twoich umiejętności i kondycji. Latanie zaś jest całkowicie odmienne. Duże umiejętności pomogą Ci wyjść z coraz to poważniejszych problemów ale zawsze może przyjść kryska na matyska. Poważnym wypadkom, w tym takim ze skutkiem śmiertelnym ulegali nawet najlepsi piloci z setkami jak nie tysiącami godzin na lotu. „Zatapiając się” w nieokrzesany żywioł musisz się liczyć z tym co ten żywioł może Tobie zrobić..

(…)

Jakiś czas temu, siedząc na pewnym bankiecie w Karpaczu z grupą sportowców z okolic Gorzowa Wielkopolskiego (nie paralotniarzy) zaczęliśmy dyskutować o sportach lotniczych i próbowaliśmy porównać zagrożenia w stosunku do tego czym Oni się zajmują. W pewnym momencie padło pytanie: „No ale skoro to jest takie niebezpieczne to czemu wy w ogóle latacie?”. Nie pamiętam już co dokładnie odpowiedziałem. Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć dlaczego paralotniarz lata. To temat rzeka który poruszę w innym odcinku, ale latanie na paralotni ma coś takiego w sobie co wciąga. Każdy kolejny lot jest inny od poprzedniego, przez co nawet pipcąc na wschodnim zboczu Skrzycznego cały czas odkrywa i doświadcza się niepowtarzalnych rzeczy i widoków…….

Ale o tym i innych sprawach napiszę w części drugiej: „Psychiatria sportów ekstremalnych – przypadki beznadziejne i słabo rokujące”

Dodaj komentarz